O tym, że szydelkowanie nie musi być nudne. Że to nie tylko nieśmiertelne serwetki. I że to nie tylko dla babć. Oto jak ja odkrywałam i wciąż odkrywam szydełko.
RSS
sobota, 23 kwietnia 2011
Świątecznie

Spokojnych, pełnych radości, spędzonych jak najmilej Świąt Wielkanocnych oraz oczywiście smaczengo jajka!

A oto zając, który został zrobiony dla mojego 4-letniego, "jajkolubnego" przyjaciela i otrzymał od niego nazwę Fifi.

piątek, 22 kwietnia 2011
Czapeczkowe debiuty

Ponieważ zaczęła zbliżać się wiosna...

Ponieważ chciałam odpocząć od maskotek...

Ponieważ mam dla kogo robić...

... wzięłam się za czapeczki.

Oto trzy pierwsze, które udało mi się zrobić.

Przyznam, że sama jestem zadowolona, bo nie spodziewałam się, że da się to nosić. A jednak. A może Mania za mała jeszcze by protestować?

Pierwsza - wyszła na Manię za duża (dlatego nie ma zdjęcia na modelce), a robiłam ściśle wg wzoru, bo pierwszy raz. Po prostu włóczka chyba trochę za gruba. Pozostałe zrobiłam na wyczucie.

Wszystkie trzy są z tego samego schematu, ale różnie je wykończyłam.

czwartek, 21 kwietnia 2011
Nadszedł luty... czyli jak to dalej było

Pewnie wiele osób uśmiechnie się widząc tego pierwszego królika. Ja też uśmiecham się, gdy teraz na niego patrzę. Ale i cieszę się, że się jednak nie zniechęciłam. Bo załapałam, o co chodzi, a że nie od razu wychodziło – wiedziałam, że tu trzeba doświadczenia i przerobiania iluś tam set czy tysięcy oczek. Trochę tak jak z pisaniem – zaczynamy od szlaczków i krzywych literek w zeszycie w 2 linie.

Drugą mini-maskotką był słonik z tego wzoru. To również ostatnia rzecz, jaką zrobiłam kordonkiem. Do maskotek jest on za cienki, no chyba że chodzi o takie małe zawieszki do breloczków – wtedy będzie w sam raz.

 

Dziecię, gdy zobaczyło słoniczkę, stwierdziło, że jest fajna, ale jakaś taka smutna. Chyba dlatego, że nie ma mamy. Cóż było robić? Wzięłam się za mamę. Pomyślałam sobie, że zrobię ją wg tego samego wzoru, ale z włóczki – powinna wyjść większa. Mama zrobiona jest szydełkiem 3,5 z włóczki akrylowej.

 

A oto kolejne maskotki, które wykonałam w lutym, w większości z głowy. Wszystkie oczywiście na zamówienie Dziecięcia.

wtorek, 19 kwietnia 2011
Pewnego styczniowego dnia... czyli jak wszystko się zaczęło

Przeglądając różne internetowe strony, wpadłam na zdjęcie pięknej szydełkowej lali.

Pomyślałam: „Cudo. Wymarzona dla mojej małej Mani”. Jednak gdy zobaczyłam cenę, mina mi zrzedła. 300 zł za lalkę? Szydełkową?! W życiu. Sama taką zrobię. Tylko jak? Przecież nie umiem robić na szydełku. Nawet nie wiem, z czego się takie lalki robi. Z jakiejś włóczki chyba, ale jakiej?

Szydełko... szydełko...

Po głowie tułał mi się gdzieś łańcuszek z kordonka robiony w podstawówce na lekcjach zwanych w skrócie ZPT (czy ktoś jeszcze wie, co to jest). Nie pamiętam jednak, czy byłam taką kiepską uczennicą, że poza łańcuszek już nie wyszłam czy też rzeczywiście przez 45 minut robiliśmy tylko to. Pamiętam tylko, że mój sąsiad zrobił najdłuższy, kilkumetrowy kordonkowy łańcuszek na 5. Podejrzewam, że na następnej lekcji już szyliśmy rękawice kuchenne, a potem, robiliśmy karmniki dla ptaków – w końcu mieliśmy być wszechstronnie rozwiniętymi złotymi rączkami. ZPT nie nauczyło mnie więc niczego. Zresztą ja mnie w wieku 11 czy 12 lat średnio interesowało dzierganie czy szycie na ocenę.

Trzeba było lat, bym dojrzała i stwierdziła – chcę się tego nauczyć. A że czas sprzyja, bo chwilowo jestem mamą domową, postanowiłam wziąć się do pracy. Zakupiłam pierwsze dwa szydełka i dwa kordonki i zaczęłam w internecie szukać kursu szydełkowania oraz schematów.

Niestety, na polskich stronach niewiele jest tego. Obrazki są bardzo nieczytelne, opisy też jakoś do mnie nie przemawiają. Mam wrażenie, że w Polsce szydełko czy druty pachną jeszcze głębokim PRL-em, gdy dziergało się z konieczności. Nieśmiertelne serwetki, ażurowe sweterki – to znaleźć można bez problemu, ale już szydełkowe maskotki, biżuteria, szale, torby – tego jest niewiele. Natomiast choćby w USA rękodzieło przeżywa chyba swój renesans – mnóstwo jest stron ze schematami, fantastycznych blogów, na których aż roi się od wspaniałych pomysłów. Dlatego od początku uczyłam się szydełkowania po angielsku, a raczej po amerykańsku – z filmików na stronie Lion Brand nauczyłam się podstawowych ściegów, tam też znalazłam mój pierwszy schemat i zabrałam się do dzieła. W dwa dni powstało moje pierwsze szydełkowe dzieło – brzydkie i krzywe, małe, bo z kordonka, a nie z włóczki, ale i tak dumna byłam niczym moje Dziecię po ułożeniu 50-elemntowych puzzli. Tym bardziej, że nie minął miesiąc od powzięcia decyzji o nauce szydełkowania, tydzień od zakupu szydełek. Czułam, że lalka jest coraz bliżej. Bo szydełkowanie okazało się dużo łatwiejsze niż myślałam – skoro nawet z internetu można się tego bez problemu nauczyć. Myślę, że na pierwsze urodziny Mania dostanie ode mnie piękną szydełkową lalkę.

A oto mój debiut:

LUBIĘ... BARDZO LUBIĘ: cutest craft blog